[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Słonce groziło niebezpieczeństwo - o to chodziło!Tegoż ranka spotkał na drodze wyrostka, chłopak spytał Mattisa, czy to prawda, że nad jego chatą ciągną słonki.- Oczywiście - odpowiedział ucieszony, że ktoś o to pyta.Dotychczas musiał narzucać się ludziom z opowiadaniem o ptaku.Natychmiast jednak ogarnął go lęk, jakże żałował tych słów! Dziwny błysk w spojrzeniu chłopaka ostrzegł go, że rozmawiał z myśliwym.- Ale już teraz nie przelatują! Za późna pora.Dawno ich nie widziałem.Chłopak parsknął śmiechem.On lepiej wiedział.- Myślisz, że ja nie wiem, kiedy kończy się ciąg słonek? Na nic nie zdało się kłamstwo Mattisa.Chciał prosić mło­dzika, aby nie wyrządzał krzywdy słonce, ale opamiętał się za późno, jak zwykle.- Do widzenia - powiedział chłopak pospiesznie i od­szedł wyciągniętym krokiem.Był opalony, barczysty, na pewno doskonały robotnik, ta­kich chętnie najmują do pracy za najwyższym wynagrodze­niem - i dziewczyny lubią, aby tacy kręcili się koło nich.Mattis nie mógł zapomnieć błysku w oczach chłopaka.To był myśliwy, może przyjdzie z fuzją, zaczai się na skraju lasu, będzie czatował na słonkę i ustrzeli ją.Może już dziś wieczorem? Wobec tego cóż dziwnego, że człowieka brzuch boli?Nie chciał mówić o tym Hege, bo wtedy wyszłoby na jaw najgorsze, a mianowicie, że on sam opowiadał myśliwemu o ptaku.Mattis usiłował pocieszyć się myślą, że wszyscy o tym wiedzą, ale to nic nie pomogło.On sam dzisiaj wydał tajemnicę myśliwemu, który przyszedł umyślnie, aby go wy­badać.Mattis za późno zdał sobie z tego sprawę.Z każdą chwilą czul większy ucisk w żołądku.Wieczór był piękny i ciepły, obłoki snuły się po niebie.W powietrzu wyczuwało się deszcz.Mattis krążył wokół domu bez przerwy, wpatrzony w zarośla, jakby chciał uniemożliwić komukolwiek zaczajenie się z fuzją wśród lasu.Wiedział, że to jest bezcelowe.W pobliskim lesie stu ta­kich młokosów mogło się ukryć, a on nie zobaczyłby ani jednego.Mimo to krążył w koło, pośród z wolna zapadają­cego mroku wypatrywał cienia między krzakami.Ogarniał go coraz większy lęk przed niewidocznymi strzelbami.Na pewno było ich dużo.Nie, nie, nie!Obszedł dom dokoła.Co to właściwie pomoże? Ptak prze­latuje wysoko w powietrzu, Mattis może go ostrzec dopie­ro wtedy, kiedy znajdzie się nad domem - nie, wtedy też nie.Mattis skulił się ze strachu - już leci po raz pierwszy! Serce w nim zamarło.Ptak leci!Już jest.Już go nie ma.Mattis miał wrażenie, że ptak prze­szył go na wylot.Odleciał bez przeszkód, nie padł żaden strzał.Wobec tego może sobie to wszystko po prostu uroił? “Nie, lęk nie ustępował.Strzelba była gdzieś blisko, tylko nie odezwała się podczas pierwszego lotu.Mattis nadal sprawował bezcelową straż.Zwracając się w stronę zarośli zawołał:- Hop, hop! - Nikt mu nie odpowiedział.- Hop, hop! - powtórzył głośniej.Żadnej odpowiedzi.Po chwili jednak krzaki zaszeleściły.Zaszeleściły cicho i niebezpiecznie.Gdzie? Nie słyszał do­kładnie, w której stronie, zawołał głośniej.W lesie na pew­no ktoś się ukrył.Nagle wyrwał mu się okrzyk.- Nie! Nikomu tutaj nie wolno wyrządzać krzywdy! - wołał.W lesie panowała śmiertelna cisza.Słonka wkrótce przyfrunie po raz wtóry.- Nie wolno! - zawołał Mattis.Okrzyk zabrzmiał słabo, bezsilnie.Mattis sam nie wiedział, czy chciał ostrzec ukrytego w lesie myśliwego, aby nie po­pełniał morderstwa, czy też powstrzymać ptaka w locie.Chyba raczej i jedno, i drugie równocześnie.Dzisiejszego wieczoru Mattis nie poznawał lasu.Zazwyczaj o zmierzchu czuł się w nim bezpiecznie, dziś natomiast wszystko dokoła było groźne i przykre.Poświata letniej no­cy spływała łagodnie z nieba i wypełniała całą przestrzeń wokół domu, jednakże między krzakami czaiła się lufa.Ona paraliżowała i niszczyła wszystko.Mattis usłyszał szelest ptasich skrzydeł, chciał krzyknąć po raz trzeci, lecz z otwartych ust nie wyszedł żaden dźwięk.Coś w nim wołało: “Nie!" Ten krzyk niewyrażony dźwię­kiem brzmiał niby skarga.Bezsilna skarga.Bum! - huknęło w lesie, gdzieś daleko poza zasięgiem wzroku Mattisa.Wysoko w górze rozległ się cichy jęk ptaka.Bum! - odpowiedziało echo odbite przez wzgórza.Mattis stał jak wryty.Najpierw odgłos strzału przetoczył się nad nim niby czarna chmura, a zaraz potem na tle let­niego nieba ujrzał spadającą słonkę, usłyszał, jak plasnęła O ziemię kilka kroków dalej.Mattis nie miał siły się poruszyć.Usiłował zebrać myśli, ale nie mógł.Dopiero kiedy z lasu wybiegł chłopak, Mattis natychmiast odzyskał władzę w nogach, skoczył i chwycił ciepłego jeszcze ptaka, naszpikowanego śrutem, przygładził nastroszone pióra i zajrzał w czarne oczy.Słonka patrzyła na Mattisa.“Nie, nie! Co za myśl.Tak myśleć nie można.Ten ptak nie żyje.”“Nie żyje? Dlaczego miałby być martwy? Przecież spojrzał na mnie.”Myśliwy wyszedł na polanę, zbliżał się w podskokach, pro­mieniał radością polowania.Tak, ten sam chłopak, którego Mattis widział rano, ten wesoły i silny.Mattis stał bez ruchu z ptakiem w ręku.- Ale dobry strzał, co? - zawołał chłopak potrząsając fuzją.- Prawie go nie widziałem, pędził jak strzała, ledwie zdążyłem się złożyć!Mattis milczał.- Ty oczywiście nie znasz się na tym - ciągnął dalej młodzik - ale to był wspaniały strzał.Nawet nie bardzo go poharatałem, jak widzę.Mattis stał z ptakiem w ręku, skamieniały.Oniemiały.Ręka, w której trzymał słonkę, opadła mu bezwładnie, jak­by zapomniał, co trzyma.- Czy ty uważasz, że on do ciebie należy? - spytał zdziwiony chłopak.Mattis milczał.- Chodź ze mną, wracam do domu, pokażę ci, jak dobrze strzelam - mówił chłopak robiąc zapraszający gest i mru­gając przyjacielsko.Zarzucił fuzję na ramię, gotował się do odejścia.Mattis nie podał mu ptaka, najmniejszym ruchem nie okazał, że będzie posłuszny wezwaniu, patrzył bezradnie.Chłopak niespodziewanie cofnął się o krok.- Czemu nic nie mówisz? - zapytał niespokojnie, był teraz znacznie mniej zadowolony aniżeli przed chwilą, kiedy wybiegł z lasu.Mattis usiłował zapanować nad sobą, chciał powiedzieć coś na temat czarnych oczu, które na niego spojrzały, ale jednocześnie zauważył, że spojrzenie ich zgasło.Przysłoniły je powieki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • hanula1950.keep.pl